piątek, 27 grudnia 2013

Ósmy.
















                                                       ,,Zostań, potrzebuję Cię tu,
                                                         To co w sobie mam tylko ciągnie mnie w dół,
                                                         Zostań, poukładaj mi sny,
                                                         Jeden z nich na pewno to My...''






                     Nastał kolejny dzień. Dzień, w którym Jula miała pożegnać się z Łukaszem i resztą znajomych. Żałowała, ale w  Polsce czeka ktoś, kto bardziej jej potrzebuje. Jak na razie nie mogła niczego wytłumaczyć, wyjaśnić Piszczkowi. Myślała, że może jeszcze kiedyś się spotkają i wtedy opowie mu całą swoją historię ze szczegółami.
                   Na zegarze wybiła czternasta. Radwańska musiała zacząć się szykować na mecz. Wiedziała, że zaraz po spotkaniu z Mainz, odbędzie się impreza  Andrzejkowa, której pomysłodawcami byli właśnie Łukasz oraz Kuba.
                   Dziewczyna spięła włosy w kok, po czym zrobiła lekki makijaż. Ubrała jasne jeansy oraz żółty, wełniany sweterek z czarnymi, niedużymi paseczkami po bokach. Wzięła jeszcze najpotrzebniejszą rzecz, czyli ukochaną, dosyć sporą brązowawą torbę. Na nogi nałożyła wyższe, brązowe botki na średnim obcasie. Na koniec, zarzuciła na siebie kożuszek, koloru butów. Około 14 : 40, Julia była w drodze na Signal Iduna Park.







***






                   Łukasz od samego rana był poddenerwowany. Szkoleniowcy byli pewni, że piłkarz stresuje się występem w meczu, jednakże Piszczek tym akurat w ogóle się nie przejmował. Myślał o wczorajszym incydencie. Był na siebie zły. Zły na to, że wyszedł  z domu i zostawił Julię samą. Mógł to załatwić inaczej, a on uciekł jak tchórz! Cały czas bił się z myślami i jakoś nie umiał przestać się obwiniać. Naprawdę nie chciał stracić swojej najlepszej przyjaciółki.
                  Razem z kolegami z drużyny, Piszczu odbywał przedmeczowy trening na boisku SIP. Wszyscy byli bardzo skupieni, ale nie szczędzili sobie żartów oraz śmiechów. To podtrzymywało mężczyznę. Atmosfera w zespole sprawiała, że ten zapominał o źle świata i swoich, osobistych problemach.  To było dla niego bardzo ważne, dlatego cieszył się, że w Borussi można czuć się jak w rodzinie, a nie jak w pracy.
                  Piszczek jak zawsze, kręcił się u boku Kuby i Marco. Razem dyskutowali o swoich wizjach meczu, albo po prostu o tym, co im ślina na język przyniesie. Błaszczykowski zawsze rozweselał przyjaciół i sprawiał, że ze świetnymi humorami rozpoczynali potyczki z przeciwnikami z Bundesligi.
                -Marco, muszę Ci coś powiedzieć.-zaczął Łukasz.
                -Słucham.-podał piłkę Kubie.
                -Julka wyjeżdża.-rzekł beznamiętnie, choć w środku czuł okropny żal.-Jutro.
                -Jak to? Dlaczego? Przecież...-poczuł jak ,,gula'' staje mu w gardle.- Jestem zaszokowany! Dlaczego ona to robi? Pogodziliśmy się niedawno, a teraz po prostu wyjedzie?- Blondyn nie ukrywał rozgoryczenia.-Nie wiem co powiedzieć.
                -Uwierz mi, ja również nie wiedziałem. Czułem jedynie złość i cholerną chęć zatrzymania jej.-syczał.-Ale się nie da! Musimy pogodzić się z faktem, że już jutro jej tutaj nie będzie.
                -Chłopaki, głowa do góry! Przecież będziecie do siebie dzwonić. Wszystko będzie okej. Może nawet ją odwiedzicie.-pocieszał ich Kuba, który jako jedyny posiadał trzeźwe myślenie w tej kwestii.-Zachowujecie się jakby Julia wyjeżdżała na koniec świata, a to tylko Polska. Weźcie się w garść!
Piszczek i Reus pokręcili jedynie głowami i wrócili do treningu, który dobiegał końca. Na zegarku wybiła piętnasta, co oznaczało, że piłkarze musieli zacząć się przebierać w stroje meczowe.








***






                  Kibice usłyszeli pierwszy gwizdek! Piłkarze Borussi od pierwszych minut chcieli grać na sto pięćdziesiąt procent. Przez pierwszych dziesięć minut gra obu drużyn była dosyć spokojna. Zawodnicy bardzo ostrożnie rozgrywali każdą akcje, aby nie pozwolić na kontrę. Gracze Mainz byli szczególnie wyczuleni. Wiedzieli, że nie mogą pozwolić Dortmundowi na szybki kontratak. Pierwszą niebezpieczną sytuacje drużyna z Moguncji stworzyła w 11 minucie, kiedy strzał zza pola karnego oddał Geis. Na szczęście, Roman jak zwykle popisał się świetną interwencją! Następnie gra ponownie się uspokoiła, a piłkarze obu zespołów nigdzie się nie śpieszyli. W 26 minucie pod bramkę Mainz zaczął biec Marco Reus, który chwilę później podał piłkę Robertowi Lewandowskiemu, lecz ten nie trafił nawet w światło bramki.
Nie długo przed końcem pierwszej połowy zawodnicy FVS zaatakowali bramkę Romana, jednakże bramka nie padła. Dortmundczycy nie dadzą sobie w kaszę dmuchać, dlatego szybko odpowiedzieli na atak i poprowadzili akcje. Strzał oddał Pierre-Emeric Aubameyang, lecz ku nieszczęściu Żółto-Czarnych, bramkarz gości był w świetnej formie i nie dał sobie strzelić gola.
-DO PRZERWY BEZ BRAMEK W DORTMUNDZIE!!(Wiem,że był to mecz na wyjeździe, ale tak wyszło ;D ) -Huczeli komentatorzy sportowi, chcąc wzbudzić mieszane emocje u kibiców jak i u piłkarzy, którzy zeszli do szatni w nietęgich nastrojach.
                   Julia siedziała jak na szpilkach. Obserwowała każdy ruch na boisku - mimo przerwy, obserwowała murawę, niecierpliwie czekając na powrót graczy. Nawet nie zauważyła, kiedy ktoś się do niej dosiadł.
                  -Niedługo strzelą bramkę.-usłyszała, po czym błyskawicznie odwróciła się w stronę źródła kobiecego głosu.
                  -O, to Ty?-zauważyła sympatyczną blondynkę.-Miło Cię widzieć, Agato.
                  -Ciebie też, to jak oglądamy razem?
                  -Pewnie!-spojrzała z powrotem na boisko, na które poczęli wychodzić piłkarze.
Po chwili, wszyscy usłyszeli gwizdek, informujący o rozpoczęciu drugiej połowy meczu! Piłkarze ponownie rozpoczęli spokojnie. Dopiero w 69 minucie zaczęło się dziać coś ciekawego. Tuż przed polem karnym został sfaulowany młodziutki Eric Durm. Ku uciesze piłkarzy Borussi - sędzia podyktował rzut wolny! Futbolówkę zaczął ustawiać Auba. Wszyscy wierzyli w jego umiejętności, ale nikt nie spodziewał się, że Gabończyk wykona go tak perfekcyjnie! Dortmund oszalał, po fenomenalnej bramce Pierre'go.  Nie dane jednak było, aby BVB długo cieszyło się z prowadzenia. W 73 minucie, Łukasz Piszczek sfaulował zawodnika Mainz w polu karnym. Zły na siebie, odbiegł w stronę Klopp'a, aby przeprosić za stratę dla zespołu. Sędzia - podyktował rzut karny. Piłkarz z Moguncji, pewnie zamienił go w bramkę. Roman nie miał szans na obronę...  Jednakże gospodarze szybko pokazali swój charakter i w 78 minucie przeprowadzili świetną akcje! Lewandowski podał do Aubameyanga, a ten strzelił na pustą bramkę. Ale co tam się dzieje?! Zawodnik Maizn obronił piłkę ręką! Nie, to nie  bramkarz! Gracz z pola, bronił piłkę ręką! Sędzia natychmiast odgwizdał przewinienie i ponownie przyznał jedenastkę Borussi! Tym razem do piłki podszedł Lewy i oddał silny strzał! Piłka w siatce! Kibice ponownie wpadli w euforię! Borussia na prowadzeniu! -Cóż za emocje!-krzyczał komentator.
Mainz po straconej bramce na siłę chciało się zrehabilitować - próbowali różnych ataków, jednakże na marne! Obrona BVB była nie do przedarcia! Super! 90 minuta, a wynik bez zmian - 2 : 1 dla Dortmundczyków, jednak to nie koniec emocji! W doliczonym czasie gry, Durm zostaje sfaulowany w polu karnym! Kolejna jedenastka dla Pszczół! Do piłki podchodzi Lewandowski i po raz kolejny bezbłędnie trafia! Piłkarze z Dortmundu cieszą się razem z kibicami! To piękne! Po niedługim czasie, szczęśliwi Borussen schodzą do szatni.







***






             Łukasz był bardzo szczęśliwy, jednakże czegoś mu brakowało - ciągle wyczekiwał przyjścia Julii, którą chciał się nacieszyć.
             Po godzinie, piłkarze wyszli  przed stadion. Byli tak dosłownie wszyscy - nawet kontuzjowani zawodnicy, którzy jak zawsze wspierali swój klub.
             -Wiecie co?-odezwał się Ilkay.
             -Słuchamy Cię.-zachichotał Kuba, który jak zwykle  miał świetny humor.
             -Będzie dobra impreza!-stwierdził Gundogan.
             -Wiadomo.-zaśmiali się jego koledzy, którzy na pewno byli tego samego zdania.
             -Patrzcie, kobiety idą!- zawołał Roman. Faktycznie - żony, narzeczone, dziewczyny oraz przyjaciółki piłkarzy zmierzały w ich stronę. Na twarzach mężczyzn od razu pojawił się szeroki uśmiech - po udanym meczu, nie ma nic lepszego od uścisku ze swoją ukochaną.
             -Jak myślisz, Julia tam idzie?- spytał dyskretnie, Marco.
             -Widzę ją!- szepnął radośnie Piszczek.-Jest obok Agaty i Jenny.
             -Chodźmy do niej!-szturchnął swojego przyjaciela i przyśpieszył krok. Łukasz również przyśpieszył i chwile później byli blisko niej. Z daleka mogli podziwiać jej piękne czarne włosy, które luźno opadały na jej ramiona. Obdarowywała ich delikatnym, subtelnym uśmiechem.
               -Hej.-przywitała się, ledwo słyszalnie.
               -Przepraszam.-Piszczek błyskawicznie wziął ją w ramiona i mocno przytulił.-Wybaczysz mi moje humorki?- uśmiechnął się, aby rozluźnić napiętą atmosferę.
               -Jasne, że tak Pyszczku!- poklepała go po policzku.- Dzisiaj będzie super!
               -Wiem, ale musisz obiecać, że zadzwonisz do mnie od razu jak dolecisz do Polski, zrozumiano?
               -Oczywiście, panie kapitanie.-zaśmiała się, po czym spojrzała na Marco, który dotrzymywał im kroku.-Chodź tu blondasku.- wyciągnęła ku niemu ręce. - Tęskniłam, wiesz? - uśmiechnęła się, po czym wtuliła się w jego ciało.- Kocham Was, chłopaki...-wyznała, patrząc w niebo.-Musicie mi obiecać, że odwiedzicie mnie w Polsce.
              -Jasne, nim się obejrzysz, będziemy Ci siedzieć na kanapie w salonie!-zaśmiał się Łukasz, który czuł niezmierne szczęście.
           
               Piszczek, Reus i Błaszczykowski zamówili wspólną, siedmioosobową taksówkę. Agata wraz z Julką plotkowały razem, o swoich sprawach. Zauważyły, że doskonale się rozumieją i śmiało mogą mówić o sobie - przyjaciółki.
              -Okej dziewczyny, jesteśmy na miejscu.-oznajmił Jakub.-Aguś, masz to nasze żarcie?
              -No mam, przecież męczyłeś cały wieczór, żeby nie zapomnieć.-przewróciła oczami, po czym zachichotała razem z Julką.

           






***







                Impreza trwała w najlepsze! Wszyscy bawili się w najlepsze. Na dodatek, atmosfera jaka panowała w lokalu była fenomenalna!
                Łukasz usiadł przy stole obok Marco i  Julii. Na przeciwko zaś, usiadł Kuba i Agatka. Wszyscy popijali wino, niektórzy mocniejsze trunki, a jeszcze inni byli abstynentami i  nie tykali alkoholu.
                -Możemy chwilę pogadać, okruszku?-Piszczek popatrzył Julii prosto w oczy.
                -Jasne.-uśmiechnęła się i odstawiła kieliszek z winem.
                -Chodźmy na zewnątrz, dobra?-zapytał, po czym wstał z krzesła. Ona zaraz za nim. Poszli po kurtki, a zaraz później wyszli do ogrodu.
                -Łukasz, proszę Cię...-szepnęła.-Ja chciałabym Cię przeprosić. Przepraszam, że nie mogę Ci tego wszystkiego powiedzieć o sobie i swoim życiu...wiesz? Kiedyś Ci opowiem... Może kiedyś się jeszcze spotkamy, prawda?
                -Kiedyś? Kobieto, przecież ja Cię będę odwiedzał! Raz w miesiącu przynajmniej. Przyjaźnimy się, prawda? Jesteś jedyną osobą, która teraz jest dla mnie ważna. Wiesz, ja też nie mówię Ci wszystkiego...Kiedyś Ci opowiem.-objął ją ramieniem.-A Ty, jeżeli będziesz miała jakiś problem, albo coś w tym stylu to przyjeżdżaj do mnie! Mój dom, to Twój dom.-pogłaskał jej włosy.
                -Dziękuje Ci. Kochany jesteś, wiesz? Pierwszy raz, czuję, że mogę na kogoś naprawdę liczyć.
                -Przestań, mała.-pocałował ją w skroń.-Przyjaciółko.
                -Niesamowity jesteś.-uśmiechnęła się.-Pamiętaj, że dzwonie od razu po wylądowaniu w Polsce.- dźgnęła go w brzuch.-Więc miej telefon w rączce, Piszczuniu.-zaśmiała się.
                -Okej, a teraz...chodźmy się bawić z resztą!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Święta, święta...




























           
                                                               Wesołych Świąt ! 




                     Z okazji świąt Bożego Narodzenia, chciałabym życzyć Wam wszystkiego co najlepsze!  Abyście były zadowolone z życia i z niego korzystały, a co się z tym wiąże - abyście były zdrowe! Życzę Wam spełnienia nawet najskrytszych marzeń, szczęścia w życiu rodzinnym, zawierania prawdziwych przyjaźni i oczywiście, abyście spotkały miłość swojego życia! Na ten moment oczywiście, życzę Wam spędzenia tych świąt w miłej oraz rodzinnej atmosferze! (Ciekawych prezentów pod świątecznym drzewkiem! )
Życzę Wam, aby Nowy  Rok był lepszy od poprzedniego! Po prostu, aby był szczęśliwy. Dużo uśmiechu w 2014 r. i dużo radości!
                              Pokrótce - WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!



                                                               

                                                                                  Życzy, Izaa ;**




                                   I love you, my girls <3 ;** 

piątek, 20 grudnia 2013

Siódmy.



















                        ''I nie mam nic, na prawdę nic nie mam - oprócz goryczy w sobie i wyrzutów sumienia...''



                                                               *Jakiś czas później*



                Dzień rozpoczął się dobrze. Słońce świeciło dzisiaj szczególnie mocno. Mimo, iż była to już zaawansowana jesień, na dworze było przyjemnie, ciepło.
                Łukasz jak co dzień, pojechał na trening. Kochał to. Kochał wyżywać się na piłce, czuć, że tylko on ma nad nią kontrole. Gdy był na boisku, wszystko inne nie istniało. Był  wniebowzięty, ponieważ mógł  grać z drużyną. Klopp oszczędzał jego zdrowie, a mimo to  Łukasz miał już za sobą kilkuminutowy występ w meczu. Teraz, Borussię czekało spotkanie z Mainz. Zadaniem trenera żółto-czarnych było przede wszystkim odpowiednie przygotowanie swoich podopiecznych. Już na początku, zapowiedział im, że trening będzie ciężki.
                  -Słuchajcie, chłopaki.-zaczął.-Ten mecz jest dla mnie bardzo ważny! Dla was również powinien być, gdyż gramy o ważne trzy punkty! Musicie dać z siebie 150 procent. To nie przelewki.-piłkarze uważnie Go słuchali.-Rozumiecie prosiaczki?-zapytał z charakterystycznym, szerokim uśmiechem na twarzy.
                   -Taak, kapitanie!-zawołali wspólnie, podśmiewając się po cichutku.
                   -W takim razie rozgrzewka!-wygonił mężczyzn z szatni.-Piszczu, zostań na chwilę.-zwrócił się do Polaka, gdy ten zawzięcie dyskutował z Kubą - jego najlepszym przyjacielem.
                     -O co chodzi, trenerze?-przerwał rozmowę.
                    -Wiesz, że mamy masakryczne ilości kontuzji w zespole...-westchnął.-Wiem,że poradzisz sobie grając od pierwszych minut z Mainz, ale chciałbym się jeszcze upewnić czy czujesz się na siłach? Wiesz, ściągnę Cię około 60 minuty, ale chodzi mi o początek meczu, rozumiesz?
                    -Naprawdę? Ja zawsze chętny! Pewnie, że czuję się na siłach, taki wypoczęty to ja dawno nie byłem, trenerze. Bardzo się cieszę! Nie zawiodę.-uśmiechnął się.
                   -Okej, to leć!-Jurgen był naprawdę zadowolony ze swojego piłkarza. Wiedział, że może na nim polegać, jednakże nie chciał go bardzo obciążać.
Trening trwał dwie godziny. Zmęczeni mężczyźni po wyjściu spod przyrznicy, usłyszeli od swojego szkoleniowca, że resztę dnia mają odpoczywać.
                   -Więc, widzimy się jutro po meczu na imprezie Andrzejkowej?-zapytał uśmiechnięty Kuba.-Będzie fajnie, chłopaki.
                   -Kubuniu, z Tobą zawsze jest fajnie.-zachichotał Łukasz, po czym całe grono obecnych tam Borussen zaczęło się śmiać.
                   -To prawda!-stwierdził Mitchell, który uwielbiał Kubę i jego towarzystwo.-Do jutra panowie, ja się ulatniam!
Po wyjściu Langeraka, chłopcy zaczęli rozchodzić się do domów. Zmęczeni, lecz szczęśliwi wracali do domów.


                    Łukasz szybko znalazł się w domu. Zaległ na kanapie, ponieważ Julki nie było jeszcze w domu, a sam biedak nie potrafił sobie nałożyć obiadu na talerz. W pewnym momencie, zaczął się zastanawiać, gdzie jest jego przyjaciółka. Postanowił zadzwonić, ponieważ bardzo się o nią martwił.
Łukasz wybrał jej numer, po czym nacisnął zieloną słuchawkę.
              -Halo?-odebrała po chwili.
              -No cześć Juleczka, gdzie Ty jesteś?
              -W drodze do domu, spokojnie.-zachichotała.-Usiądź sobie spokojnie na tyłeczku, a ja zaraz dam Ci jeść.
             -No dobrze, ale ja się o Ciebie niepokoiłem.-westchnął.-Wracaj szybko...
             -Dobra, jestem już na osiedlu.-oznajmiła.-Pa.
Piszczek ponownie położył się na kanapę, tym razem włączając telewizor. Włączył sobie program na Discovery i wlepił swoje oczy w ekran. Po chwili jednak usłyszał, że ktoś wchodzi do domu. Wiedział,że to Radwańska, dlatego też od razu krzyknął wesołe - Hejka!
              -No cześć, cześć.-zaśmiała się.-Chodź do kuchni, dam Ci jeść.
              -Ale nie traktuj mnie jak dziecko.-udał obrażonego.
              -Skąd Łukaszku, skąd!-poklepała go po policzku.-Poczekaj, wyciągnę sobie telefon.-chwyciła torebkę i zaczęła w niej grzebać. W końcu namacała swoją zdobycz i wyjęła ją. Jednakże wraz z telefonem torebkę opuściła jeszcze jedna rzecz, a mianowicie - pewna karteczka.
              -Co to?-Łukasz podniósł tajemniczą karteczkę.-Bilet? Do Polski? Wyjeżdżasz?
              -Tak będzie lepiej.-spuściła wzrok.
              -Lepiej...ale dla kogo?- zapytał bezradnie. -Nie chciałaś mi o tym powiedzieć?
              -Powiedziałabym Ci..ale...
              -Ale co?!-uderzył ręką w stół.
              -Bałam się.-szepnęła.
              -Przestań, przecież ja już się w ogóle nie liczę.-prychnął.-Co z imprezą Andrzejkową, jutrzejszym meczem, urodzinami Kuby? Co ze świętami i Sylwestrem ?! Mieliśmy to wszystko spędzić razem..
              -Jadę dopiero 1 grudnia.-powiedziała.-Przepraszam, ale zrozum, że tak będzie dla mnie lepiej.
              -A co później?  Zapomnisz o tym, że mnie znałaś czy jak?
              -Przecież studiuję w tym mieście.-szepnęła ledwo słyszalnie.
              -Jula, przecież widziałem tą kartkę! Rzuciłaś szkołę...
              -Boże! Odpuść, dobra?!-krzyknęła.-Myślisz,że mi jest łatwo mieszkać z obcym mężczyzną, w obcym miejscu? To mnie przeraża. Wszystko mnie przeraża. A teraz daj mi spokój, idę na górę.- warknęła zdenerwowana. Łukasz był wściekły.Chwycił kurtkę z szafki, wziął telefon i portfel.
              -Jadę do Kuby, nie musisz mnie oglądać!-wrzasnął, po czym opuścił dom, trzaskając drzwiami.








***






            Piszczek podjechał pod dom Błaszczykowskiego. Wiedział, że tutaj zawsze może przyjechać, bez względu na to, co się dzieje. Nadal był wściekły. Chciał się uspokoić, ale sam nie dałby  rady. Dlatego też, szybko pojawił się pod drzwiami przyjaciela. Zaczął naciskać na dzwonek, który znajdował się tuż obok drzwi. Przestał, gdy usłyszał kroki.
           -Łukasz?-otworzyła mu Agata, żona Kuby.-Co Ty tutaj robisz?
           -Przeszkadzam?
           -Nie, wchodź!-uśmiechnęła się, po czym otwarła drzwi szerzej.-Kuba jest w kuchni.
           -Dzięki.-zdjął buty oraz kurtkę, po czym popędził do przyjaciela.
Łukasz wszedł do kuchni i ujrzał zapracowanego Kubę, który kroił składniki na sałatkę, przygotowywał sos i robił masę innych rzeczy.
           -Cześć Kubuś.-przywitał się nieśmiało.-Potrzebuje wsparcia.
           -Piszczuu, co się stało?-w mgnieniu oka, piłkarz ,,rzucił'' wszystko i zaprosił przyjaciela do salonu.
           -Pokłóciłem się z Julią.-powiedział.-Poszło o jej wyjazd do Polski. Nie chcę, aby jechała.
           -Jak to? Ona chce wyjechać? Przecież...-głos mu się zawiesił.-Łukasz, nic na to nie poradzisz. Jeśli ma taki kaprys, to niech jedzie. Nie możesz jej zamknąć w szafie.
           -Ale to moja przyjaciółka...
           -Właśnie, tylko przyjaciółka. Nikt więcej, więc nie możesz jej zatrzymać. Odpuść Łukasz, masz mnie.-uśmiechnął się delikatnie.-Zjesz coś?
           -Dzięki, ale jadłem w domu.-wyjaśnił.-Chce mi się płakać.-szepnął.-Ale w sumie, trzeba być silnym. Masz jakieś procenty?
           -Piszczu jutro mecz, alko odpada!-warknął Błaszczykowski.-Chodź, położysz się, odpoczniesz.-pokazał mu wygodną kanapę.-Ja przygotowuję przekąski na jutrzejszą imprezę.
           -Dziękuje.-szepnął i zaległ na kanapie.-A gdzie Oliwka?
           -U siebie. No Piszczu, jakby coś - jestem w kuchni.
       






***





   
            Kolejny raz poczuła się jakby kogoś skrzywdziła. Nie mogła pogodzić się z faktem, iż pokłóciła się z Łukaszem. Teraz, naprawdę zdecydowała, że najlepszym wyjściem będzie jeżeli wyjedzie. W końcu, ma dla kogo wrócić do ojczyzny.
            Kręciła się bez celu po dużym domu Piszczka. Nie wiedziała co robić... Położyła się na wielkim łóżku jej przyjaciela. Było takie wygodne, czuła się w nim bezpiecznie i błogo. Na samą myśl o opuszczeniu go, łzy cisnęły jej się do oczu. Leżała tak, wręcz  sparaliżowana aż do czasu, gdy nie usłyszała dźwięku telefonu, informującego o próbie połączenia. Miała nadzieję, że to Łukasz, dlatego szybko rzuciła się w stronę komórki.
            -Halo?
            -Hej, z tej strony Agata, żona Kuby.-usłyszała kobiecy głos.
            -Witaj...-szepnęła nieśmiało.-W czym mogę pomóc?
            -Łukasz jest u nas i... dziewczyno, chciałabym Cię prosić, abyś nie wyjeżdżała!
            -Przepraszam, ale nie uważam, żeby to była Wasza sprawa.- ledwo opanowywała emocje. - Nic nie wiecie, niech lepiej tak zostanie. Proszę, powiedz Łukaszowi, że zobaczymy się jutro na meczu.
            -Oczywiście, ale martwię się o Was...
            -Nie ma o co, wybacz mi te komplikacje związane z moimi problemami.
            -Przestań, przecież to żaden problem.
            -Mimo to, proszę - powiedz Łukaszowi, żeby się na mnie nie złościł.-szepnęła.
            -Dobrze, nie martw się, będzie dobrze.
            -Cześć.-rozłączyła się niespodziewanie.  Rzuciła telefon na łóżko, a sama wybiegła z sypialni. Pobiegła do kuchni, aby się napić - wszystko było dla niej za trudne i niezrozumiałe.
            Teraz, dla niej najważniejsze było dotarcie do Polski, do malucha, który z wytęsknieniem na nią czeka...



-----------------------------
Witam ;*
Wszystko się  komplikuje, ale tak musiało być ;3
Dziękuje, że jesteście <3
Pozdrawiam ;****



Mam nadzieję, że troszkę się podoba. :)

piątek, 13 grudnia 2013

Szósty.

















                                             


                                                                       ''Ludzie ranią tak mocno jak ich kochasz.''



              Noc otuliła Dortmund kołderką błogości. Nocnej samotności,która sprawiała,że ludzki umysł potrafił odpoczywać. Mimo to, nie było spokojnie. Księżyc dawał o sobie znać. Na domiar złego wiatr hulał za oknami niemiłosiernie. Warunki nie sprzyjały dobremu snu.
              Julia zaczęła kręcić się nerwowo po łóżku, czując,że nie może spać. Otworzyła oczy i ukazała jej się najzwyklejsza czerń. Było tak ciemno,że z ledwością mogła odczytać swoje myśli. Jej wyobraźnia zaczęła się pobudzać. Zaczęła słyszeć dziwne, podejrzane dźwięki,których nie potrafiła rezolutnie wytłumaczyć. Cienie rzucane przez gałęzie drzew, wzbudzały w Radwańskiej strach,który na dobre nie pozwolił jej spać. Jej wzrok był przerażony i jakby szukał ucieczki - lecz nie miał gdzie uciec. Jula postanowiła,że wstanie z łóżka i pójdzie się napić. Miała nadzieję,że to załagodzi jej strach przed nieistniejącymi, nocnymi upiorami.
Będąc już w kuchni, nalała soku do szklanki. Wzięła łyk, później kolejny i kolejny, aż zaczęło jej być zimno.
              -Cholera.-zaklęła i odstawiła szklankę. Zaczęła kierować się ku schodom, na górę. Pomyślała,że zanim wskoczy do swojego łóżka, sprawdzi czy Łukasz śpi. Cichutko otworzyła drzwi, i wejrzała do środka. Ku jej zdziwieniu ujrzała leżącego Piszczka, z laptopem na brzuchu.
              -Nie śpisz?-zapytała nie dowierzając.-Myślałam,że tylko ja nie mogę spać.
              -Julka? Ty nie śpisz? Co się stało?
              -Boję się.-zaśmiała się cicho.-Po prostu nie mogę spać, bo moja wyobraźnia mnie przeraża.
              -Oj, biedactwo.-uśmiechnął się pobłażliwie.-Ja też w sumie nie mogę spać. Dziwna noc.
              -Racja, a co robisz?
              -Oglądam Top Gear.-powiedział.-Lubisz?
              -Jeremi, James i Richard to prawdziwi komicy.-zaśmiała się.-Jasne,że lubię! Pokaż, oglądamy!
              -To wskakuj!-odrzucił skrawek kołdry,aby dziewczyna mogła się wygodnie usadowić.
              -Kurdę, ja z Tobą w łóżku...nie spodziewałam się, wiesz?
              -Coś Ci nie pasuje?-wyszczerzył się.-Dobra wchodź, bo zmarzniesz!
              -Wchodzę.-rzuciła się na łóżko.-Pamiętaj,że umiem gryźć!-ostrzegła mężczyznę.
              -Czemu ta informacja miała służyć?-spytał rozbawiony.
              -Temu,że łapy przy sobie Piszczek!
              -Ojej.-mruknął.-Masz mnie za zboczeńca?
              -Nie, ja tylko ostrzegam.-uśmiechnęła się.-Ale przytulić możesz...bo zimno.
              -Och, mój Julianie!-objął dziewczynę.-Nudny ten Top Gear co?-zaśmiał się.
              -Mhm, spać mi się chce...-ziewnęła, po czym wtuliła się jeszcze bardziej w ciało piłkarza. Ten, przyglądał się jej z uśmiechem na twarzy. Miał w głowie mętlik, bo nie wiedział co tak naprawdę czuje. Z jednej strony - miał dosyć miłości, bo wiedział czym kończy się niepowodzenie, z drugiej zaś strony - potrzebował bliskości, osoby,która będzie sprzyjała jego szczęściu. Rozmyślając o wszystkim - zasnął.







***




 
     
             Nastał ranek. Łukasz zaczął się budzić, wiedział bowiem,że musi jechać na indywidualny trening. Chciał jak najszybciej wrócić do gry, nie mógł już siedzieć w domu i zamartwiać się tym,że  nigdy nie wróci do formy. Piłka nożna, to był dla niego świat, w którym wszystko inne było nieważne. Liczył się tylko trening -tylko futbolówka - która była odskocznią od rzeczywistości, braku miłości i problemów.
             Piszczek przetarł oczy i spostrzegł,że dziewczyna jeszcze śpi, wtulona w jego umięśniony tors. Uświadomił sobie,że bardzo dawno w jego łóżku nie było żadnej kobiety. Uśmiechnął się sarkastycznie w myślach i zaczął próbować wstawać, nie budząc przyjaciółki. Po kilkuminutowych staraniach - udało mu się! Wstał z łóżka nawet nie naruszając dziewczyny. Zadowolony, zszedł na dół, do kuchni na śniadanie.
Jak co dzień,Łukasz przygotowywał sobie kanapki. Biorąc pod uwagę jego ,,wymiary'' musiał ich zrobić w miarę dużo. Do tego, zaparzył  swoją ulubioną kawę. Usiadł przy stole i delektował się porannym posiłkiem. W pewnej chwili usłyszał kroki. Wzrok skierował na schody, gdzie ujrzał zaspaną dziewczynę w zbyt dużej koszulce i króciutkich, dresowych spodenkach.
           -Dobrze się spało?-zapytał uśmiechnięty Łukasz.
           -Błagam Cię... głowa mnie boli i w ogóle.-mruknęła.-Czuję się jakby mnie ktoś uderzył kowadłem w głowę! Muszę napić się herbatki.-powiedziała.
          -Siadaj sobie, zaraz Ci zaparzę. Lubisz ananasową?-wyszczerzył się.
          -Ty lepiej sobie usiądź! Mam rączki.-zademonstrowała posiadanie kończyn.-Co jesz?
          -Kanapki.-odpowiedział.-Chcesz?
          -Niee, nie jestem jakoś specjalnie głodna.-stwierdziła.-Może później.
          -Okej.-dziewczyna oparła się o meble kuchenne. Spoglądała przez okno, obserwując psa,który biegał za wronami,które lądowały na podwórku Piszczka. Uśmiechnęła się promiennie i wróciła to parzenia herbaty. Łukasz bacznie ją obserwował. Była taka zmysłowa i delikatna.
         -Ty zawsze wyglądasz tak seksownie robiąc herbatę?-zapytał, pokazując swoje białe ząbki, Łukasz.
         -Hahaha.-wybuchła śmiechem, bo jeszcze nikt nie sprawił jej tak ekstremalnego komplementu.-Jeszcze nie widziałeś mnie,kiedy gotuję zupę!-wyszczerzyła się.
        -Nie bój się, zobaczę.-zaśmiał się i wstał od stołu.-Wiesz co? Będę musiał jechać na trening.-westchnął.-Na trzy godziny.
         -Oooj,szkoda.
         -Wypakujesz się, czy coś.-uśmiechnął się pokrzepiająco.-Wytrzymasz.-poklepał dziewczynę po plecach.- Chyba,że masz ochotę jechać ze mną.
          -Raczej nie. Wolę posiedzieć w domu.-oznajmiła.
          -Nie chcesz gadać z Marco?
          -Niby dlaczego mam nie chcieć? Tylko dlatego,że pozbawił mnie ukochanego miejsca zamieszkania? Tylko dlatego,że potraktował mnie jak psa? A może tylko dlatego,że przez ten czas się nie odzywał? Pomyślmy...
          -Spokojnie mała, nie emocjonuj się tak.-mówił, zakładając buty.-Idę, pa.-zanim wyszedł, zahaczył jeszcze o kuchnie i wziął z blatu małą coca colę.
          -Pa.-podeszła do niego i wtuliła się w jego muskularne ramiona,a ten odwzajemnił jej uścisk, po czym wyszedł z domu kierując się prosto do swojego samochodu.





***




          Przez czas nieobecności Łukasza, dziewczyna zdążyła ugotować obiad oraz posprzątać cały dom. W między czasie zapaliła  kilka papierosów. Właściwie, trochę się zmęczyła przez co, zaległa na kanapie w salonie, oglądając telewizor.
          Po godzinie, na podjeździe domu Piszczka pojawił się jego samochód,z którego wysiadło trzech mężczyzn : Łukasz, Kuba oraz Marco. Piszczek zaprosił przyjaciół do domu i chwilę później byli już w środku.
         -No Łuki, to gramy w Fifę?-zapytał, jak zwykle wyluzowany Jakub.
         -Jasne, poczekajcie.-mruknął Łukasz.-Muszę zanieść tą torbę.
         -OK, pędź chłopcze.-zaśmiał się jego przyjaciel, Błaszczykowski, a Piszczu pobiegł do siłowni,która znajdowała się w piwnicy. Mężczyzna wrócił do przyjaciół bardzo szybko.
         -Idziemy do salonu grać?-spytał w końcu kontuzjowany obrońca.
         -Oczywiście!-odpowiedzieli i poczłapali za  gospodarzem. Gdy wkroczyli do salonu, ujrzeli śpiącą dziewczynę. Ten widok mógłby rozczulić każdego! Wyglądała jak malutka dziewczynka,która zasnęła, bo ktoś przeczytał jej bajkę.
         -Uuu Piszczu, co się nie chwalisz,że taką dupę w domu trzymasz?-zachichotał Kuba, który jak zwykle miał świetny humor.
         -Kuba, uspokój się.-warknął Łukasz.-Marco, chciałem Ci wcześniej powiedzieć,ale nie było okazji...-zwrócił się do blondyna.-Sam wiesz, o co chodzi.
         -Ech, Łukasz.-westchnął Marco.-To nie tak miało być! Wszystko miało być inaczej...
         -Cicho...bo ją obudzimy.-szepnął Łukasz.-Przeniosę ją do sypialni, a wy podłączcie xboxa.
         -Dobra.-Reus rzucił bluzę na fotel, a Kuba poszedł po płytę i pady. Łukasz podszedł do ,,śpiącej królewny'' i wziął ją na ręce.-Mam nadzieję,że się nie obudzi.- szepnął do chłopaków.- Czekajcie tu na mnie.- Ruszył z dziewczyną w kierunku schodów. Ostrożnie zaniósł ją do swojej sypialni. Położył dziewczynę na łóżku po czym przykrył kołdrą po same uszy. Chwilę później cichutko opuścił pomieszczenie i wrócił do przyjaciół.
       -Gramy!-uśmiechnął się i usiadł na kanapie obok Kuby i Marco.
       -Stary, wy jesteście razem?-zapytał Kuba, kiedy Łukasz się usadowił.
       -Nie.-odpowiedział, wręcz zdziwiony ów pytaniem.-Co to za pytanie?
       -No wiesz, mieszkacie razem i  w ogóle..
       -Niby gdzie miała mieszkać?-prychnął.-Wiem, Marco,że nie tak miało być,ale wiesz... spróbuj ją zrozumieć.
       -Rozumiem.-westchnął.-Ale wstyd mi się teraz do niej odezwać.
       -Przestań się mazać.-mruknął Błaszczykowski.-Przecież możesz ją przeprosić...
       -Wiem...






***





        Po godzinie, Jula otwarła oczy.  Czuła się dziwnie, ponieważ znajdowała się w innym pomieszczeniu niż zasnęła. Zignorowała to jednakże i wstała z łóżka. Podeszła do wielkiego lustra,które znajdowało się obok szafy i poprawiła włosy. Chwilę później, wyszła z sypialni. Poczłapała na dół z nadzieją,że zastanie tam przyjaciela. Nie myliła się - kiedy schodziła po schodach wyraźnie słyszała jego głos, ale prócz niego jeszcze dwa inne,które po chwili również rozpoznała.  Nie była jednak z tego powodu zachwycona.
       -Hej.-wyszeptała, stając w wejściu do salonu.
       -Ooo, hej mała.-Łukasz uśmiechnął się promiennie.-Wyspałaś się?
       -Tak.-nieśmiało uniosła kąciki ust.-A Wy co robicie?
       -Gramy.-cała trójka mężczyzn zachichotała.-Jak zawsze.
       -Okej, ja ugotowałam obiad. Lubicie rybę gotowaną na parze? Ryż i  warzywka? Jeśli nie, to jest jeszcze pomidorowa.
       -Wow, nie będziemy robić problemu.-rzekł Kuba.
       -Oj, niech Pan nie gada głupot, panie Błaszczykowski.-zaśmiała się. - Chodźcie.-zaprosiła do kuchni i podała obiad.-Nie będę przeszkadzała, pójdę do sklepu.-powiedziała, lekko speszona.
       -Jak to? A Ty nie będziesz jadała?-spytał zdziwiony Łukasz.
       -Nie, nie jestem głodna.-uśmiechnęła się.
       -Nie ważne i tak nie pójdziesz nigdzie, bo nie pozwalam.-wyszczerzył się.-Musisz poznać lepiej Kubunia i pogodzić się z Reus'em, który teraz rżnie cnotkę,która boi się odezwać.-słowa Piszczka wywołały uśmiech na twarzy dziewczyny.
        -Wątpię iż to konieczne.-skomentowała.-Panowie zadowolą się Twoją obecnością.
        -Ależ skąd!-zaprotestował Jakub.-Łukasz to nudziarz, zostań.-zachichotał.
        -Kuba!-westchnął załamany ironicznym humorem przyjaciela,Łukasz.-
        -No dobra chłopaki..-mruknęła.-Nie chce wam przeszkadzać, po prostu.
        -Przecież nie będziesz przeszkadzała.-odezwał się Reus.- Jula...chciałbym Cię przeprosić. Zachowałem się jak cholerny dupek! Wybaczysz mi? Mam dosyć tej toksycznego napięcia między nami.
       -Przecież nie było żadnego napięcia, nawet nie gadaliśmy.-powiedziała.-Ale masz racje, to nie ma sensu. Wybaczam Cię, bo w sumie miałeś prawo tak powiedzieć. To Twój dom, nie powinnam się w ogóle wtrącać w to, co tam robisz. Przepraszam,że zrobiłam Ci kłopot.
      -Jula, żadnego kłopotu!-uśmiechnął się delikatnie.-Jeśli chcesz to wracaj do dworku, ja mogę się wyprowadzić.
      -Skąd ja miałabym wziąć tyle kasy?
      -Przestań, kasa nie jest ważna.
      -Ech, nie sądzę. Wolę zostać tutaj.-spojrzała na Piszczka.-Jeśli ten pan nie ma nic przeciwko.-zamilkła na chwilę.- Marco, bałam się z Tobą gadać. W sumie nie znamy się, jesteś tylko kumplem, a twoje słowa trochę mnie zraniły... Mam nadzieję,że teraz będzie normalnie.
      -No więc, wszyscy w zgodzie!-przerwał im, znudzony Kuba.-Idziemy grać?-Wszyscy zgodzili się  i poszli do salonu,gdzie rozpoczęli rundkę w Fifkę. Świetnie się bawili, więc grali do późnego wieczora. Około 22, Kuba oraz Marco opuścili dom Piszczka i zostawili parę przyjaciół samych.
     -Zdycham.-mruknęła zmęczona dziewczyna.-Idę wziąć prysznic,
     -Okej.-Piszczek zachichotał, po czym sam udał się pod prysznic do łazienki,która znajdowała się przy siłowni. Po czterdziestu minutach, oboje spotkali się w salonie.
     -Wow, jakiś Ty szybki.-zaśmiała się.
     -Nie tylko w kwestii kąpieli, uwierz.-wyszczerzył się, a ona ,,popukała'' mu do głowy.
     -Zboczeniec!-wrzasnęła, śmiejąc się.-Tylko jedno Ci w głowie.
     -Oj tam.-przeczesał dłonią, mokre włosy.-Śpisz dzisiaj w moim łóżeczku?
     -A tak!-powiedziała zadowolona.-Śpię.
     -No dobrze, kiciusiu.-zaczął zabawnie poruszać brwiami.
     -Piszczek, wiesz,że umiem się bić?
     -Serio? Ty? Taki okruszek?
     -Skończ.-przewróciła teatralnie oczyma, a  następnie poszła do sypialni Łukasza, w której czuła się najbezpieczniej. Położyła się na łóżku i w mgnieniu oka zasnęła.



-------------------------------------
Witam :P
Jestem chora (przeziębienie) więc wybaczcie mi to coś u góry, ponieważ pisząc to mój umysł był....hmmm dziwnie otumaniony :D Wiem, że nudny,aczkolwiek mam nadzieję,że choć trochę się podoba ;)
Pozdrawiam,Izaa ; *



http://castrolfan.onet.pl/dogrywka,data,144489,1,lukasz-piszczek-co-to-byl-za-mecz,video.html

piątek, 6 grudnia 2013

Piąty.


















                              ''Będę czekać aż powrócą
                               tu zmęczone echa mego głosu wierząc,
                               że usłyszę Twój wśród nich....''



                                  Minęły trzy dni od wyprowadzki Julki z dworku. Przez ten czas mieszkała ze swoją przyjaciółką,która nie miała dużego mieszkania. Z ledwością, obie się w nim mieściły. Jula nie chciała dłużej przeszkadzać i postanowiła pozałatwiać swoje sprawy w Dortmundzie, a za kilka dni wyjechać na trochę do Polski. W sumie, nie chciała zostawiać tego miasta na dobre, po prostu musiała się trochę ustatkować. Zdecydowała,że znajdzie jakieś mieszkanie w centrum, podczas pobytu w ojczyźnie. Poza tym, tęskniła za rodziną. Kochała ją, chociaż wiedziała,że nie wszyscy ją akceptują i nie jest przez wszystkich lubiana. Ignorowała to, ponieważ żadna rodzina nie jest idealna.





***





                                Dzisiaj, Jula zdecydowała,że pójdzie odwiedzić staruszkę ,której psa wyprowadzała na spacery. Wyszła z mieszkania i zakluczyła drzwi.  Zbiegła ze schodów i sekundę później była już przed blokiem. Korzystając z okazji,że na  przystanek właśnie podjechał autobus, weszła do niego i kupiła bilet. Zajęła miejsce przy oknie i czekała, aż autobus zajedzie na odpowiedni przystanek. Wysiadła po pięciu minutach, tuż pod blokiem pani Fischer.
                           -Dzień dobry.-dziewczyna ukłoniła się jednej z mieszkanek bloku.- Jak samopoczucie, szanownej Pani?-uśmiechnęła się.
                            -Witaj dziecko.-odpowiedziała.-Widzę,że chyba nic nie słyszałaś...Pani Fischer zmarła wczoraj wieczorem, niestety -wylew.
                            -Ale...jak to możliwe?! Przecież niedawno do Niej dzwoniłam! Wszystko było  w porządku... to straszne! Nie wiem co powiedzieć.-czuła,że ,,gula'' staje jej w gardle.-Przepraszam, czy pani wie... kiedy odbędzie się pogrzeb?
                          -Tak, jutro.-rzekła.-Ale wątpię byś tam dotarła. Pani Fischer zostanie pochowana w swoim rodzinnym mieście -  Stuttgarcie.
                           -Ojej, doprawdy? Myślałam,że ta przemiła staruszka pochodzi z Dortmundu.
                          -Nie, ona nie miała i nie ma tutaj rodziny.-syknęła, trochę rozżalona.
                           -A co z tym kochanym psiskiem?
                           -Jest w mieszkaniu, chyba. Nikt się tym nie zainteresował!- powiedziała już raczej oburzona.
                           -O kurde, muszę jakoś go stamtąd wydostać, przepraszam,ale pójdę teraz do właściciela mieszkań, do widzenia.
                          -Idź dziecko, do widzenia!
                          Julka poszła do właściciela,który mieszkał na parterze. Poprosiła o klucze,a ten chętnie je udostępnił, gdy usłyszał,że chodzi tutaj o psa,który jest w zamknięty w mieszkaniu  staruszki. Z kluczami pobiegła schodami na górę. Stanęła przed mieszkaniem  i usłyszała cichy skowyt. Otworzyła drzwi wejściowe, a pies niczym z procy wybiegł z ,,klatki''.
                          -Ooo Masonek! Dobry pieseczek!- zaczęła głaskać i tarmosić, dużych rozmiarów zwierzaka.-Chodź, pójdziemy po Twój kaganiec i smycz.-chwyciła go za obroże i weszli razem do mieszkania. Dziewczyna dostrzegła na ścianie dziwne obrazki, a co dziwniejsze - na ścianach mieszkania powieszone były lalki. Wisiały na dziwnych sznureczkach zaczepionych o szyję lalki. To trochę przeraziło Radwańską, więc zaraz po znalezieniu akcesoriów psa, opuściła mieszkanie. Wyszła z bloku i kierowała się do swojego obecnego miejsca zamieszkania. Domyślała się,że Monica będzie wściekła na na nią za przyprowadzenie psa,ale nie miała wyjścia, nie mogła go zostawić.  Na domiar złego, okropnie bolała ją ręka.
                           Właśnie przechodziła przez centrum miasta. Pogoda była ładna, jak na jesienne popołudnie. Dużo ludzi kręciło się po ulicach, chyba tak naprawdę bez celu.  Julia postanowiła,że usiądzie na ławce, bo ból ręki był tak okropny,że uniemożliwiało jej to chodzenie. Siedziała już chwilę, gdy nagle usłyszała znajomy głos.
                           -Julka, to Ty?-odwróciła się i ujrzała swojego znajomego, Piszczka.
                           -O Łukasz, no ja jak widać.-wymusiła uśmiech.-Co tutaj robisz?
                           -Idę.-wyszczerzył się.-A Ty?
                           -Siedzę.-odwzajemniła gest.
                           -Jakaś Ty błyskotliwa.-zachichotał.-Pozwolę sobie usiąść obok Ciebie.
                           -Uważaj, bo zaraz mój agresor Cię zje.-wskazała na psa, który biegał po parku.
                          -Nie obronisz mnie?-udał obrażonego.-No wiesz co...-prychnął.
                          -Obronię, spokojnie.-uśmiechnęła się ciepło do Łukasza.-Co tam u Ciebie?
                          -Wszystko dobrze, mogę już indywidualnie trenować.
                          -Widzisz?! Mówiłam,że będzie dobrze!
                          -Mówiłaś.-uśmiechnął się.-A u Ciebie? Powiedz mi, co się stało?
                          -A co się miało stać?-westchnęła.
                          -No nie wiem... jakoś marnie wyglądasz.
                          -Dzięki, wiesz?!-wyszczerzyła się.-A tak poważnie, to Marco Ci nie mówił?
                          -Coś tam mówił...
                          -To po co pytasz?
                          -Chciałem wiedzieć, gdzie się podziewasz.
                          -Nigdzie.-warknęła.-Muszę iść, cześć!
                          -Zaczekaj!-złapał ją za rękę, która jak piekielnie ją bolała.
                          -Ałaaaaaaa! Puść!-zawyła.-Boli!-z jej oczu poleciało kilka łez.
                          -O mój Boże, przepraszam, mała..-Łukasz najwyraźniej się zmieszał.-Nadal Cię boli? Wybacz...kurde...-przytulił ją do siebie.-Lepiej? Nie płacz...nie płacz. Zaraz przestanie boleć.-tulił ją do siebie.
                         -Ych, już okej.-szepnęła.-Po prostu cholernie boli...
                         -Rozumiem..Przepraszam.
                         -Okej, skąd miałeś wiedzieć,że boli.-uśmiechnęła się lekko.
                         -Podwieźć Cię gdzieś?-zapytał.
                         -Byłoby miło, ale czy wsadzisz do samochodu jeszcze pieska?
                         -Oczywiście.-uśmiechnął się,a Jula zawołała Masona. Łukasz, objął pokrzepiająco dziewczynę i udali się w stronę samochodu. Dotarli do niego po pięciu minutach. Psa, wpuścili na tylne siedzenia,a sami zajęli miejsca z przodu.
                        -Jak sobie radzisz? Masz w ogóle jakieś mieszkanie?
                        -Nie...-westchnęła.-Mieszkam w kawalerce u  przyjaciółki. Teraz mnie zabije za tego psa, bo tak w zasadzie nie jest mój. Jego właścicielka umarła,a ja się do niego przywiązałam.
                        -Mogę wziąć tego psa na kilka dni.-zaproponował.
                        -Naprawdę? To nie będzie kłopot?
                        -Skąd!  Będzie mi weselej.-uśmiechnął się.-Słuchaj... jeżeli nie masz gdzie mieszkać, to możesz zatrzymać się u mnie... mam duży dom.
                       -Łukasz, oszalałeś?-prychnęła rozbawiona.-To za duży kłopot, chyba bym na głowę upadła.
                       -Dlaczego? Będziesz się gnieść w maleńkim mieszkanku? Przecież, to żaden problem. Bynajmniej będę miał do kogo mordkę otworzyć.
                       -I tak za kilka dni jadę do Polski.-rzekła.
                       -To przez te kilka dni mieszkaj ze mną. Proszę.-ściszył głos.
                       -Nie wiem...-zmieszała się.
                       -A ja się boję tego bydlaka!-wyszczerzył się.-Miałaś mnie przed nim bronić!
                       -Oj, Łukasz...-zaśmiała się.- Ale naprawdę nie miałbyś nic przeciwko temu,ażebym zatrzymała się u Ciebie na trochę?
                      -Oczywiście,że nie!-zapewnił ją.-Ja się będę cieszył!
                      -Haha, no skoro tak przedstawiasz sprawę... mogłabym...ale musiałabym wpaść do  Monici po ubrania.
                     -Naturalnie!-zawołał.-Jaka ulica?
                     -Tu w prawo.-pokazała palcem.-O za dwie przecznice w lewo i będziemy na miejscu.
                     -Okej.-uśmiechnął się.
                     Po chwili byli na miejscu. Łukasz powiedział,że weźmie psa i pójdzie z nim do sklepu zoologicznego po psią karmę. Julka natomiast poszła do mieszkania Monici. Była już 16, więc Radwańska była pewna,że jej przyjaciółka jest w domu. Miała swoje klucze,więc otworzyła drzwi bez problemu.
                     -Hej, Monia!-krzyknęła.
                     -Witaj, Julek!-odkrzyknęła.-Co tam?
                     -Nic, wpadłam po rzeczy i zmywam się.-oznajmiła.
                     -Jak to? Gdzie? Przecież ten Twój dworek, nie jest Twój...
                     -Do przyjaciela, pomaga mi.
                     -No tylko uważaj,żeby z tego przyjaciela się tatuś nie zrobił.-prychnęła nie zbyt uprzejmie.-Tak źle Ci ze mną?
                     -Przecież, sama mówiłaś,że tak mało miejsca... spokojnie będziemy się odwiedzać.-zachichotała.-Podasz mi moje leki z szafki?
                    -Jasne, masz.-wsadziła reklamówkę do niezapiętej walizki, którą później sama zasunęła.
                    -Okej, to spadam.-uśmiechnęła się.-Paa.
                    -Pa.-Monica zamknęła drzwi za przyjaciółką.
                    W sumie, Julia cieszyła się,że będzie mogła trochę odpocząć od Monici. Wiadomo, była jej przyjaciółką,ale co za dużo to nie zdrowo. Oddzielne mieszkanie dobrze im zrobi - to pewne.
Radwańska wyszła z klatki schodowej i skierowała się do samochodu Piszczka,który zaparkowany był przy osiedlowym sklepiku. Korzystając z tego,że Łukasz jeszcze nie wrócił, Julia postanowiła się odstresować. Wyjęła z torebki paczkę papierosów i wzięła jednego do ręki. Czasami lubiła sobie ,,zakurzyć''. To był jej sposób na odreagowanie pewnych sytuacji, na które w głębi duszy się nie zgadzała.
                      -Ty palisz?-niespodziewanie, usłyszała znajomy głos,który ją wystraszył.
                      -Boże, przeraziłeś mnie!-prychnęła.
                      -Przepraszam.-zmieszał się, lecz wciąż patrzył na dziewczynę z wyrzutem.-Palisz?
                      -Tylko czasami.-mruknęła.-Jak jestem zła i się stresuje.
                      -Wywal to.-zignorował jej wypowiedź.
                      -Poczekaj, dokończę.
                      -Wywalaj!-zarządził zirytowany.
                      -Już...-przewróciła oczyma.
                      -Nie ,,już'' tylko w tej chwili!-uniósł głos, po czym chwycił papierosa i rzucił nim o ziemię.-Nie pal.-syknął na koniec. Odwrócił się i wsiadł do samochodu, wcześniej wpuszczając psa na tyły. Dziewczyna była bardzo zdziwiona jego reakcją i poczuła się głupio. Szybciutko podreptała za Piszczkiem i zajęła miejsce pasażera.
                      -Jesteś na mnie zły?-zapytała szeptem.
                      -Tak.-warknął.
                      -Za tego papierosa ?
                      -Tak. Zobacz, jeden papieros, drugi i tak dalej...wpadasz w  nałóg,a ten nałóg może zaprowadzić Cię do śmierci, rozumiesz? Rak i te sprawy. Chcesz ,aby Twoja rodzina cierpiała ?
                      -Nigdy tak o tym nie myślałam.-spuściła wzrok.
                      -No to Cię uświadamiam. Nie pal tego świństwa! Błagam...
                      -To dziwne, że tak bardzo tego chcesz.-westchnęła.-Okej, nie będę palić dla Ciebie. Tylko dla Ciebie.-szepnęła.
                      -Nie musisz dla mnie, wystarczy,że przestaniesz dla siebie.-uśmiechnął się lekko.- Koniec tematu, bo niezbyt przyjemny.-rzekł.-Zjemy pizze, okej?
                      -Jasne.-przytaknęła.-Daleko jeszcze do Twojego domu?
                      -Tutaj.-wskazał na duży budynek.-Mam nadzieję,że będzie Ci się podobał. Mam duży ogród, w którym postawimy budę Masonowi.
                      -A nie będzie mieszkał w domu?
                      -Będzie,ale chyba musi wychodzić na dwór.-zaśmiał się.-No nie ważne, chodźmy.-Piszczek zaparkował samochód i oboje z niego wyszli.
                      -Wow, piękny dom.-pochwaliła.-Zazdroszczę.-zachichotała.
                      -Dzięki.-obdarzył ją swoim urzekającym uśmiechem.-Chodźmy do środka.-zaprosił, pokazując ręką na drzwi.
                       -Chętnie.-uśmiechnęła się i wkroczyła do przedsionka domu.-Wow, Twój korytarz wygląda lepiej niż całe mieszkanie,w którym dotychczas mieszkałam.-stwierdziła.
                       -Oj, bo się zarumienię.-zachichotał.-Chodźmy do salonu, przyniosę Ci soku i zjemy pizzę,którą  trzymam na specjalną okazję w piekarniku.-wyszczerzył się,a ona obradowała go uśmiechem, który wyraźnie mówił 'nie rozumiem Cie'.Łukasz poszedł do kuchni i wziął to o czym wcześniej wspominał.  Zajęło mu to trochę czasu, ponieważ biedak musiał sam przyrządzić sosy.
Julia przez ten czas oglądała dom. Bardzo podobał jej się wystrój. Był taki przytulny i ciepły.
W pewnym momencie z kuchni, do salonu wkroczył Łukasz z kartonem soku, szklankami i pizzą na tacy.
                      -Julka! Jestem, chodź na pizzę.-zawołał, widząc nieobecność dziewczyny w salonie.
                      -Oj, już idę.-odpowiedziała i szybko powróciła do pomieszczenia,w którym znajdował się już Łukasz.-Oglądałam domek, przepraszam.
                      -Okej, siadajmy.-położył na talerzykach kawałki pizzy.-Smacznego.
                      -Dziękuje.-uśmiechnęła się.-Wzajemnie.-zachichotała.-Zauważyłam na ścianie piękne zdjęcie.-napomniała.-Ty i jakaś kobieta, to Twoja siostra?
                      -Och masz racje, zdjęcie jest ładne, podoba mi się.-umyślnie zmieniał temat.-Dobre?
                      -Pyszne.-odpowiedziała.
                       Po zjedzeniu posiłku, Łukasz zaproponował,żeby zobaczyli czy są jakieś ciekawe filmy w telewizorze. Przełączali z kanału na kanał,ale nie znaleźli nic ciekawego. Do wieczora zalegali na kanapie.
                      -Chciałabyś już iść spać, co?
                      -Chętnie.-rzekła już nieco zaspana.
                      -Chodź, pokażę Ci Twój pokój.-uśmiechnął się i pociągnął za sobą dziewczynę. Mężczyzna zaprowadził dziewczynę na samą górę.
                     - Tu jest moja sypialnia.-powiedział wskazując na dobrze prezentujące się drzwi.-A tutaj-wskazał na drzwi obok.-Twoja.
                     -Ooo świetnie, dziękuje.-nieśmiało przytuliła się do Piszczka.-Pójdę się odświeżyć i spać.
                     -Dobrze, dobranoc, mała.-uśmiechnął się i odszedł.


__________________________________________
Witammm.
Nie wiem czy to coś u góry można nazwać rozdziałem,ale okej... niech będzie. Męczyłam się nad nim 3 dni :D Tak...ych.
No więc, mam nadzieję,że choć troszkę się podoba.
Pozdrawiam!

piątek, 29 listopada 2013

Czwarty.

















                           ,, Wszystko się zmienia - chyba na gorsze, i obym nie miał racji - o to proszę. ''




                          Pierwszy dzień w szpitalu, Julia spędziła w dziwnym nastroju. Czuła się co najmniej nieswojo w obecności  pielęgniarek,lekarzy oraz pacjentów. Jedyne co wczoraj poprawiło jej humor to Marco, który dowiózł jej ubrania oraz laptopa.  Oczywiście cieszyła się,że jej współlokatorem jest nie kto inny,a Łukasz,który stale poprawiał jej nastrój. Miała nadzieję,że szybko wyjdzie z tej ,,klatki'' którą już na stracie znienawidziła. Wkurzały ją zarozumiałe pielęgniarki oraz dziwni pacjenci,do których żalu mieć nie chciała.Zdawała sobie sprawę z tego,że oni również czują się kiepsko.
                          Kolejne trzy dni, wyglądały tak samo jak poprzednie, Śniadanie, leki przeciwbólowe, ćwiczenia rehabilitacyjne, obiad, leki, kolacja, sen.-i tak w kółko. Na szczęście, Jula miała Piszcza, dzięki któremu, wszystko nabierało barw.
                          -Jak myślisz co dzisiaj na obiad?-zapytała Jula,kiedy wrócili do sali, zmęczeni po rehabilitacji.
                          -To co zwykle : niezidentyfikowany obiekt na talerzu...-zaśmiał się.-A tak poważnie, to nie wiem...
                         -Domyślałam się, aczkolwiek wolałam zapytać.-obdarowała go uśmiechem.-Wiesz,że jutro wychodzę? Nawet nie wiesz jak bardzo chcę opuścić to miejsce.
                          -Ech, wiem. Ja też jutro wychodzę i idę prosto do mojego klubowego lekarza...
                          -Kiepsko...
                          -Głupie kontuzje...
                          -Te pościgi, te wybuchy!-zachichotała.-No dobra, chcesz banana?
                          -Chętnie.-uśmiechnął się i chwycił owoc, po czym zaległ na łóżku.-Mam dosyć tego miejsca, dobrze,że mam normalną współlokatorkę.-spojrzał tajemniczo na dziewczynę.
                          -Tak? Dzięki.-zaśmiała się.-To jak? Uciekamy na ciastko?
                          -Jeszcze się pytasz?!-wyszczerzył się i sięgnął po portfel. Wsadził go w kieszeń od dresów a do ręki wziął szczotkę Juli i zaczął przeczesywać swoje włosy. Oczywiście, świetnie  się układały, więc nie musiał się długo nad nimi męczyć. Julia zaś, założyła na siebie ulubioną bluzę i byli gotowi do ucieczki. Zachowywali się naturalnie, dzięki czemu nie zwracali na siebie uwagi. Zjechali windą na parter, a stamtąd już prosto poza szpital. Piszczek oczywiście, zadzwonił po taksówkę, gdyż nie chciał za bardzo nadwyrężać swojej nogi.  Po piętnastu minutach, byli przed kawiarnią, którą Łukasz ubóstwiał. Lubił spędzać w niej czas, ponieważ wnętrze było bardzo przytulne. Nie było krępującej ciszy, a wręcz przeciwnie.Z głośników puszczana była dobra muzyka, a ludzie obecni w lokalu ochoczo ze sobą rozmawiali.
                           -Lubisz serniczek?-zapytał wesoły i pełen energii Piszczek.
                           -Nie, wolę szarlotkę,chociaż...serniczek też dobry.-wyszczerzyła się, pokazując Łukaszowi ząbki.-Jestem jakaś niezdecydowana...
                           -Widzę.-zachichotał.-Zrobimy tak, kupimy dwa serniki i dwie szarlotki, jeżeli Tobie nie będzie smakował sernik to ja zawsze chętny.-uśmiechnął się promiennie.
                           -Oj Piszczu, bo jak pójdę to Kloppa, to marny los Twój!
                           -I tak nie gram...-kręcił nosem.-Więc co za różnica...
                           -Co Ty, masz jakąś depresję z powodu niegrania w gałę ?
                           -Cooo?-udał,że temat go nie dotyczy.
                           -Ej Piszczek! Co Ci jest? Coś się stało?
                           -Nic, idę zamówić te ciastka...
                           -Łukasz!-uniosła głos.-Siedź na dupie, ja pójdę, a Ty zaraz mi wszystko opowiesz!-zarządziła i poszła do lady. Poprosiła o dwa kawałki sernika, zupełnie zapominając o szarlotce. Zapłaciła i udała się z talerzykami do stolika, przy którym siedział Piszczek.
                            -Proszę bardzo.-postawiła przed nim smakołyk.-A teraz mów,o co chodzi?
                            -Oj, Jula... wczoraj lekarz powiedział mi,że mogę nie zagrać już w tym sezonie.-westchnął smutno.-Nawet nie wiesz, jakie to uczucie dla piłkarza... Boję się,że jutro mogą mi powiedzieć, że to definitywny koniec mojej kariery. W nocy nie śpię, bo myślę co robić,aby szybciej wrócić na boisko,ale z dnia na dzień odpuszczam. Widzę,że to bez sensu.
                             -Cooo?-wytrzeszczyła oczy.-Ty chcesz się poddać?! Tak po prostu?! Mając miano jednego z najlepszych, prawych obrońców  w Europie?! Czy ja śnie?! Łukasz! Musisz uwierzyć! Przecież,za kilka tygodni będziesz już trenował,a za miesiąc może zagrasz.
                             -Nie jestem tego pewny... mam wrażenie,że moi lekarze nie mówią mi wszystkiego.-spuścił wzrok.-Nienawidzę żyć w obłudzie.
                             -Piszczu, nie zamartwiaj się, jakoś to będzie...
                             -Mam nadzieję...
Po zjedzonym deserze, dwójka przyjaciół opuściła kawiarnie i powróciła taksówką do szpitala. Akurat nikt nie spostrzegł ich zniknięcia, dlatego byli zadowoleni. Niecałą godzinkę, odpoczywali na swoich łóżkach, a później siostry położne przyniosły im kolacje,którą Łukasz oraz Julia jutro nakarmią bezdomne koty. Oboje nie mogli przełknąć szpitalnego jedzenia.





***





                             Już dzisiaj, Łukasz oraz Julka mieli dostać wypis ze szpitala. Dziewczyna poprosiła ordynatora, aby dostała go w godzinach przedpołudniowych. Ku uciesze dziewczyny, około jedenastej do sali weszła siostra położna z wypisem. Wręczyła go, powiedziała Julii jak postępować z ręką i wyszła. Radwańska natomiast spakowała swoje rzeczy w torbę,którą przywiózł jej Marco i poszła pożegnać się z Łukaszem,który musiał jeszcze trochę poczekać.
                             -No to...się żegnamy Łukaszku.-uśmiechnęła się, lecz nastrój miała zmieszany.
                             -Żegnamy? Serio? Nie chcesz się już więcej ze mną zobaczyć?-zrobił smutną minę.-Miałem nadzieję,że jeszcze kiedyś pójdziemy na ciastko.
                             -Ale oczywiście,że chce! Tylko nie wiem,czy będziemy mieli okazję.-powiedziała.-Mam zamiar wyjechać na trochę do Polski, do matki.
                             -Naprawdę?-zasmucił się.-Ale wrócisz?
                             -Gdyby nie studia, nie miałabym do czego wracać.-syknęła.-Wszystko się pieprzło!
                             -Przecież możesz mieszkać z Marco...
                             -Nie chce robić mu problemów.-wyjaśniła.
                             -Nie sądzę,abyś Ty była problemem.-stwierdził.-Ale jeżeli czujesz się niekomfortowo, to mogę Ci udostępnić moje mieszkanie w centrum.-oznajmił.-Nie mieszkam w nim, ponieważ mam dom na obrzeżach. Co Ty na to?
                             -Taaaaaaak, może jeszcze z Tobą zamieszkam?-zapytała ironicznie, cicho się podśmiewając.-Dziękuje,ale nie mogłabym.
                            -Dlaczego?
                            -Nie i już, nie drąż tematu, proszę.-uśmiechnęła się lekko.-To idę, bo zaraz mam autobus.
                            -Pa, młoda!-przytulił ją do siebie.-Masz mój numer telefonu?
                            -Mam, mam, a Ty masz mój?
                            -Mam.-wtulił się w jej włosy.
                            -Napisz czasami.-poprosiła.-Ale teraz naprawdę muszę iść.-rzekła.-Pa.-dała mu buziaka w policzek i odeszła od niego, chwytając swoją torbę. Pomachała mu jeszcze na pożegnanie i wyszła.





***




                          Radwańska dotarła do dworku. Miała nadzieję,że zalegnie w swoim łóżku. W samotności i spokoju. Niestety myliła się, gdyż na podjeździe dostrzegła kilka obcych samochodów. Zaintrygowana weszła do środka, a to co tam ujrzała, przeszło jej każde oczekiwanie. Marco spał  na fotelu w salonie, a cała banda intruzów leżała : to na kanapie, to na podłodze. Julka była co najmniej zażenowana! Po całym domu walały się butelki po napojach alkoholowych. Dziewczynie chciało się płakać, ponieważ wnętrze dworku było niemal zdemolowane. Miała ochotę wydrzeć się na cały głos,ale najpierw postanowiła pobiec do swojej sypialni. Otworzyła drzwi, a na swoim łóżku ujrzała jakiegoś faceta. Był zachlany w trzy dupy! Wściekła Julia pobiegła do Marco, oczekując wyjaśnień.
                         -Obudź się! Obudź się!-potrząsała nim.-Otwórz te oczy i mi to wyjaśnij!
                         -Boże, dlaczego się drzesz!-wymamrotał.
                         -Właśnie wróciłam ze szpitala, fajnie co?  Taka tam, niespodzianka!
                         -To nie powód, do tego,aby się drzeć!
                         -Naprawdę?!  A jaki miałeś powód do tego,aby demolować mój dom?!
                         -Twój dom?-zapytał z cynicznym uśmiechem.
                         -O czyli już nie jesteś miłym blondynem? Oto Twoje prawdziwe oblicze! Dobra, nie potrzebuje Ciebie, tego domu, ani niczego, kurwa!-krzyknęła rozgoryczona.-Proszę bardzo, teraz będziesz mógł robić melanże  w Twoim domu codziennie! -zaakcentowała końcówkę zdania, po czym wybiegła z salonu i szybkim krokiem udała się do swojej sypialni. Wyjęła z szafy walizkę i poczęła pakować do niej swoje wszystkie ubrania i rzeczy z półek.  Nie było tego zbyt wiele, dlatego też zmieściła wszystko w dwóch, średniej wielkości walizkach. Cicho łkając kierowała się ku drzwiom. Było jej trochę ciężko, gdyż jej lewa ręka była trochę mniej sprawna niż prawa kończyna.
                         -Nie wyprowadzaj się, proszę.-usłyszała za sobą, znajomy głos.
                         -Serio?-prychnęła ocierając łzy.-Nie rób ze mnie idiotki, hipokryto.
                         -Julka, ale to nie miało tak zabrzmieć!
                         -Ale zabrzmiało, cześć.-chciała zamknąć za sobą drzwi,lecz Marco ją powstrzymał.
                         -Przepraszam, przepraszam za to.-spuścił za to.
                         -Miło z Twojej strony.-powiedziała sarkastycznie.-Ja też przepraszam,że tak długo mieszkałam w Twoim domu. Naprawdę wybacz. A teraz, idę.
                         -Julia!
                         -O nie zapomnij, jutro przyjadę tutaj po moją pościel i mojego psa. Fajnie by było, gdybyś był w Twoim domu.-mówiła beznamiętnie.-Nie chcę zabierać Ci cennego czasu, dlatego też, już się żegnamy.-odeszła,nie za bardzo radząc sobie z dwoma walizkami. Słyszała jeszcze jakieś nawoływania za sobą, lecz po całości je ignorowała.  Kiedy była na przystanku autobusowym, zadzwoniła do przyjaciółki.
                           -Hej Monica, potrzebuje Twojej pomocy.-rzekła.-Będę zaraz pod Twoim blokiem.
                           -Czekam.-usłyszała i rozłączyła się. Lubiła to, że Monica nigdy nie pytała o co chodzi. Ona zawsze ją rozumiała. Bez względu na wszystko.


___________________________________

Witam.
Przepraszam, że tak późno,ale po prostu tak wyszło.
Mam nadzieję,że się podoba. Mi troszkę nie leży.
Nie martwcie się,Marco nie będzie ,,tym złym'' w opowiadaniu. :)
Dziękuje za komentarze pod poprzednim rozdziałem :)
Do następnego!

Ooo, jeśli możecie, to zostawiajcie linki do swoich opowiadań. Chętnie poczytam i po komentuje.
Pozdrawiam :*

piątek, 22 listopada 2013

Trzeci.
















                Marco posiedział jeszcze około godziny w gronie znajomych. Po tym czasie pożegnał się z nimi i wyszedł z lokalu, kierując się prosto do auta.  Do jego obecnego domu,który dzielił z nową przyjaciółką, jechał około kwadrans. Trochę się zdziwił,kiedy przez żadne okno nie było widać zapalonego światła. Jednakże cały czas miał nadzieję,że Jula jest w środku. Podszedł do drzwi i zadzwonił dzwonkiem, chcąc oszczędzić sobie szukania drugiej pary kluczy.Nie słyszał kroków Radwańskiej. Trochę się zaniepokoił,ale w sumie jej nie zna.
              -Nie mogę ingerować w życie, nieznanej mi osoby.-pomyślał i otworzył drzwi swoimi kluczami. Zapalił światło w korytarzu i poszedł do kuchni z nadzieją,że w lodówce znajdzie coś do jedzenia. Niestety, znalazł tam tylko dietetyczną cole, warzywa i serki, których nie cierpiał. Piłkarz chwycił za telefon i zamówił sobie pizze. Miał świadomość,że dietetyk sportowy nie byłby z tego zadowolony.Uśmiechnął się na tą myśl i wziął łyk znalezionej wcześniej coli. Wciąż zastanawiał się,gdzie jest jego współlokatorka. Pół  godziny później, dostarczono pizzę,więc Reus przez chwilę nie zamartwiał się Radwańską. Był zbyt głodny. Po zjedzonym posiłku, Marco udał się do salonu i zaległ na kanapie. Oglądał program muzyczny,który ubóstwiał. Po chwili zasnął, niczym znudzony mops.



***


           Reus obudził się wcześniej niż zazwyczaj. Chciał szybko dowiedzieć się czy Jula dotarła do domu. Nie zwrócił nawet uwagi na to,że spał w salonie, w ubraniach.  Wszedł do sypialni Radwańskiej ,ale nie zastał jej tam. Wszystko było nienaruszone. Trochę się wkurzył,ponieważ polubił tą dziewczynę,a ona tak po prostu nie przyszła na noc. Po godzinie oczekiwań na nieprzybyłą do domu dziewczynę, odpuścił.
          -Wróci...-zapewniał się w myślach.
           Dochodziła 13, a Julki nadal nie było w domu. Przez ten czas, Marco zrobił zakupy oraz zdążył spakować się na trening. Zaczął  myśleć o najgorszym, chociaż nie chciał dopuszczać tych myśli do własnej podświadomości. Z dworku wyjechał o godzinie w pół do drugiej, czyli tak jak zawsze,gdy trening rozpoczynał się o 14.
          Chłopaki od razu zorientowali się,że coś nie gra w zachowaniu Reusa,ale ten nie chciał im powiedzieć o co chodzi. Nigdy nie mówił o własnych problemach,chciał je rozwiązywać sam.
          -Stary, co z Tobą?-zapytał, klubowy kolega Reusa, Nuri Sahin.
          -Nic, przecież Ci mówiłem.-odrzekł, jak zawsze.
          -Ale ja widzę, mnie nie oszukasz.
          -O rany...-westchnął.-No dobra, Julka nie wróciła na noc do domu. Teraz też jej nie ma.
          -Nie potrafisz swojej kobiety upilnować?-zachichotał cicho.
          -Wiedziałem,że tak będzie.-warknął.-Julka nie jest moją dziewczyną! To długa historia...mieszkamy razem, bo jej ojciec ją oszukał, mówiąc,że daje jej w prezencie dworek,który z kolei sprzedał mi.-powiedział.-Ogarniasz?
          -Ach, to skomplikowane...aczkolwiek, chyba rozumiem.-uśmiechnął się kłopotliwie.-Martwisz się?
          -Polubiłem ją, jest sympatyczna.-wyznał.- Jak myślisz, co mogło jej się stać?
          -Nie wiem, może obdzwoń szpitale. -zaproponował Turek.-Nigdy nic nie wiadomo.
          -Ech, a słuchaj...-mruknął.-Kiedy Piszczu wychodzi z tego szpitala?-spytał.
          -No za tydzień, przecież Kuba mówił.-przewrócił teatralnie oczyma, Sahin.-Rehabilitacja.
          -Faktycznie.-szepnął.-No nic, muszę zadzwonić.-oznajmił.
          Klopp miał dzisiaj bardzo dobry humor, dlatego też, trening był łagodny i niezbyt długi. Po dwóch godzinach szkoleniowiec pozwolił Pszczołom iść pod prysznic, a później do domu. Pożegnał się z nimi i odszedł.
          -Nuri!-zawołał Marco, kiedy wyszli z szatni.-Poczekaj!
          -Co jest?-odwrócił się i przystanął.
          -Pójdziesz ze mną do tego szpitala?-zapytał.-Odwiedzimy przy okazji Łukasza..-powiedział, wiedząc że Nuri uwielbia Piszczka.
          -Okej.-zgodził się.-Ale musisz coś dla mnie zrobić!
          -Matko Boska, zboczeńcu!-zaśmiał się.
          -Oj, debilu! Chodzi mi o to,żebyś pomógł mi kupić prezent dla teściowej...
          -Aaaa.-wyszczerzył się.- Oczywiście,ale teraz chodźmy!-pociągnął za sobą reprezentanta Turcji.



***


       
         Obudziła się w szpitalnej sali. Było jej okropnie zimno. Czuła okropny ból po lewej stronie swojego ciała, lecz najbardziej ból promieniował w okolicy przedramienia. Na początku nie wiedziała,gdzie się znajduje. Dopiero wtedy, kiedy porozglądała się po sali zaczęła kojarzyć fakty.
         -Jestem w szpitalu!-pomyślała.-Ciekawe co się stało...nic nie pamiętam.
Obok swojego łóżka, ujrzała kolejne. Siedział na niej młody mężczyzna,którego z początku dziewczyna nie poznała. Dopiero, gdy się odwrócił Jula zauważyła,że zna tą twarz.
          -Dzień doberek!-przywitał się ,,łóżkowy sąsiad''.-Jak się spało? Boli głowa?-uśmiechał się najpromienniej jak tylko potrafił.
          -Ach, dzień dobry...-patrzyła na niego zdziwiona.-Wszystko mnie boli, nie tylko głowa.-skrzywiła się.
          -Zrobiła pani sobie coś z ręką.-powiedział.-Poza tym, lekarz mówił,że nie mogła pani długo odzyskać przytomności.
          -O mój Boże, jak długo?-zapytała wystraszonym głosem.
          -Jakieś 12 godzin. To sporadycznie dużo jak na zwykłe omdlenie ze strachu.-zaśmiał się.
          -Przepraszam, pan się śmieje ze mnie?-zmrużyła oczy.
          -Nie, z Hugo w krainie paproci.-wyszczerzył się.
          -Przykro mi, psychiatryk to nie ten budynek.-warknęła.
          -Oj, to muszę zawołać doktora,aby Panią przenieśli.-wybuchnął śmiechem,a ona popatrzyła na niego wściekłym wzrokiem.-Przepraszam, to zwykłe żarty.-wyjaśnił szybko.-Niech się pani nie złości.
           -Proszę mnie nie postarzać.-poprosiła.-Julia.
           -Wiem, czytałem kartę.-wyszczerzył się, a Radwańska miała ochotę go uderzyć.
           -Ja panu zaraz zrobię krzywdę!-prychnęła.-Gdyby nie ta ręka...
           -Łukasz jestem.-uśmiechnął się.
           -Wiem, oglądam telewizor.-pokazała mu język.-Tylko nie wiem, dlaczego jestem z Tobą na tej samej sali...jesteś niebezpieczny!
          -Ocho,cho... odezwała się ta, co wcale mi przed chwilą nie groziła!-parsknął śmiechem.-A tak w ogóle, to nie było miejsc na rehabilitacyjnym. Tylko jedno u mnie.
          -A dlaczego ja jestem na oddziale Rehabilitacji?
          -Bo zrobiłaś sobie coś z łapką, niezdaro. Przecież mówiłem.-uśmiechnął się.
          -Ty tak zawsze?-spytała niecierpliwie.
          -Nie, tylko po silnych środkach przeciwbólowych.-pokazał swoje białe ząbki, po czym Julia zaczęła się śmiać. Ich rozmowę przerwała pielęgniarka, która przyszła zobaczyć, czy Jula się wybudziła.
          -O widzę,że pani Ra..radwanska?-siostra nie potrafiła wypowiedzieć polskiego nazwiska, co wywołało śmiech u Łukasza i Julki.
          -Tak, Radwańska.
          -O, widzę,że się pani obudziła.-uśmiechnęła się sztucznie.-Zaraz podam tabletki i pewnie  pójdzie pani na wstępną rehabilitacje górnej kończyny.
          -Dobrze.
          -A pan się tak nie cieszy, bo pan też idzie.-warknęła na Łukasza i wyszła z sali.
          -Wredna kobieta.-skomentował kolega z sali Julki.-Wydaje mi się,że jest za Schalke.
          -Haha, dlaczego?
          -Bo mnie nie lubi, hellou! -zaśmiał się.- Odwiedzi Cię ktoś dzisiaj?-zapytał.
          -Odwiedzi...hmm.-zamyśliła się.-Nie.-odpowiedziała nieśmiało i smutno.
          -Dlaczego?
          -Bo ja tu jestem sama.-westchnęła.-Mój tata nie żyje, a mama jest w Polsce.
          -Ech, a moi rodzice też są w Polsce. Też jestem sam.
          -No to jest nas dwoje.-uśmiechnęła się.-A wiesz gdzie jest moja torebka?
          -Leży obok szafki.-powiedział.
          -Och, fakt.-westchnęła.-Mam ochotę na jakieś dobre ciastko.
          -Musisz się przebrać w ubrania, to uciekniemy na chwilę do kawiarni.
          -Można tak?
          -Jasne,ale tylko my tak możemy.-zaśmiał się.-To jak?
          -Okej.-zgodziła się.-Ale mógłbyś coś dla mnie zrobić?
          -Oczywiście.
          -Zadzwoń do Marco Reusa i powiedz mu,że chciałabym z nim rozmawiać.-
          -Jasne, już dzwonie.-rzekł sarkastycznie.-Serio mówisz?
          -Tak! Proszę.-Łukasz zrobił zmieszaną minę i wykonał prośbę swojej nowej koleżanki. Kiedy Marco tylko usłyszał imię Julia, od razu zaczął krzyczeć na Piszczka,aby ten oddał jej telefon. Marco poczuł ulgę słysząc głos Radwańskiej. Choć zdziwił go zbieg okoliczności w jakim znaleźli się Łukasz i Jula. Dziewczyna nie zważając na nic poprosiła Reusa o ,,dostawę ubrań''. Kazała mu przywieść sobie kilka par spodni dresowych oraz t-shirtów i bluz. O bieliznę nie prosiła, ponieważ zdecydowała,że kupi ją sobie sama w szpitalnym sklepie na parterze.
            -Ach, jeszcze kosmetyczkę!-powiedziała na koniec rozmowy, chwilę później się rozłączyła.
            -Poczekaj, Ty jesteś z Reusem?-zapytał zdziwiony Łukasz.
            -Niee!-zaprzeczyła dziewczyna.-Po prostu mój ojciec przedśmiertnie mnie oszukał i muszę z nim mieszkać.
            -Okej, udajmy,że zrozumiałem.-uśmiechnął się bezradnie.-Uważaj na niego...
            -Na Marco? Dlaczego?
            -Jest strasznie niezgodny! I lubi się kłócić.
            -Naprawdę? Nie wierzę.
            -Nie musisz wierzyć, ważne,żeby się wam dobrze mieszkało.-uśmiechnął się. Sekundę później do sali ,,wtargnęła'' siostra położna.
            -Radwańska i Piszczek na rehabilitację! ....

piątek, 15 listopada 2013

Drugi.










                   
                                                                                                   

                                                                                                Time to wake up...



     


                               Nad Dortmundem wstało słońce, nowy dzień. Oznaczało to,że Radwańska niedługo się obudzi, by pobiec pod supermarket, a następnie do pani Fischer i jej pieska, Masona.  Pogoda za oknem była obiecująca. Niedawno wzeszłe słońce, zaczęło przygrzewać. Na niebie niewidoczne były chociaż najmniejsze chmurki. Dzień, naprawdę zapowiadał się świetnie.
                              Dochodziła siódma, czyli odpowiedni czas na pobudkę. Julia jak zwykle, wstała, wzięła kąpiel i zjadła śniadanie. Pamiętając o swoim współlokatorze, uszykowała posiłek także dla niego i zostawiła go w mikrofalówce, na której zostawiła również karteczkę z informacją. Dwadzieścia minut później, Julia wyszła z domu. Biegła wolnym truchcikiem. Delektowała się piękną pogodą. Kiedy dobiegła pod sklep, od razu ujrzała przy nim kroczącą przyjaciółkę.
                            -Monica!-zawołała Radwańska.-Hej,kochana.
                            -O, witaj Julka!-uśmiechnęła się serdecznie w stronę przyjaciółki.-Co u Ciebie?
                            -Kobieto, nawet nie chcesz tak naprawdę wiedzieć co się wczoraj wydarzyło.-westchnęła.-Mój ojciec mnie oszukał. Wystawił do wiatru.
                            -Co? Jak to? Co się stało?-pytała.
                            -Ten pieprzony dworek, który rzekomo mi podarował...-mówiła z przekąsem.-Tak naprawdę przed swoim wyjazdem sprzedał, jakiemuś gwiazdorowi,który teraz mieszka ze mną w moim, a tak naprawdę, jego domu!-uniosła bezradnie głos.
                            -O cholera.-zaklęła.-Czyli w zasadzie...nie masz gdzie mieszkać, tak?
                            -No właśnie, w zasadzie mam, bo pozwolił mi mieszkać w tym dworku.-mówiła.-Sympatyczny jest.
                           -Nie boisz się?-zapytała zdziwiona Monica.
                           -A czego dokładnie mam się bać?-odpowiedziała pytaniem.
                           -No wiesz, obcego mężczyzny pod jednym dachem.
                           -Oj, Monica... Ty nie masz o czym myśleć?-zachichotała.-Przecież ten chłopak jest łagodny jak baranek. A niech tylko spróbuje mnie dotknąć... mamusia go nie pozna!-wyszczerzyła się, bo wywołało nagły atak śmiechu u  jej przyjaciółki, która kochała bezczelną bezpośredniość Julii.
                         -A ładny jest?-spytała, ciągle się śmiejąc.
                         -No, przystojny, przystojny.
                         -To nie zrób mu krzywdy, agresorze!-Monica szturchnęła swoją rozmówczynie, na co obie zaczęły się śmiać.
                         -Dobra, muszę iść do pani Fischer.-oznajmiła Julia.
                         -No, a ja do pracy.
                         -No to cześć!-przytuliła Monicę.
                         -Hej.-odwzajemniła uścisk.
                         Radwańska jak zwykle wzięła psa i pobiegła z nim do parku. Wyluzowała się i odetchnęła z ulgą. Park, to było miejsce,w którym Julia chętnie spędzała czas samotnie,myśląc nad sobą. Około dwunastej psa oddała jego właścicielce,a sama zaczęła iść w stronę domu. Była dosyć zmęczona,więc podjechała autobusem. Na drzwiach ujrzała karteczkę, jak się domyśliła od właściciela tego dworku.
 ,,Droga Julio,
          Pojechałem na codzienny trening mojej drużyny. Prawdopodobnie wrócę około 17.00. Wiem,że zapomniałaś kluczy, dlatego jeśli masz ochotę wpadnij na Signal Idunę Park. Dziękuje za śniadanie,było pyszne. Będę czekał na Ciebie.
   Marco! ;* ''
                       ,,O mój Boże''-pomyślała.-Jak do jasnej cholery, mogłam zapomnieć kluczy!-karciła się w myślach.-Okej, niech mu będzie...pójdę.-zdecydowała i ponownie udała się na przystanek autobusowy,którym dane jej było podjechać wprost na ulicę Strobelallee. Po 15 minutach dojechała tamże i była trochę zdenerwowana na swoją bezmyślność. Jednakże była zadowolona,że wygląda znośnie i nie ubrała zwykłych dresów i sportowego topu. Wręcz przeciwnie, miała na sobie ładne legginsy oraz zwiewną koszulę.
                                 Przez niedługą chwilę zastanawiała się jak ma się dostać do środka stadionu, skoro naokoło obstawiony był ochroniarzami. Postanowiła,że wejdzie głównym wejściem na trybuny i stamtąd zawoła  współlokatora. Przed wejściem, musiała zakupić  bilet wstępu,który na szczęście nie był drogi. Radwańska zbiegła na sam dół trybun,aby Reus ją usłyszał. Stanęła tuż nad ławką rezerwowych.
                              -Marcooooo!-zaczęła nawoływać piłkarza.-Marcoooo! -W pewnym momencie blondyn się odwrócił i ujrzał  śmiejącą się  znajomą. Przeprosił trenera oraz kolegów i podbiegł do niej.
                             -Przyszłaś.-uśmiechnął się.
                             -Tak dokładniej, przyjechałam.-wyszczerzyła się.
                             -Z czego się śmiejesz?-zapytał zdezorientowany.
                             -Ze swojej głupoty.-ponownie wybuchła śmiechem.-Stoję tutaj jak ta idiotka i wydzieram się jak głupia.-skwitowała swoje zachowanie.-Cudownie!
                            -Wariatka.-skomentował swoją koleżankę, Reus.
                            -Oj, weź.-prychnęła.-Daj mi te klucze i spadam.
                            -Ej zostań, poznam Cię z moimi znajomymi.
                            -Eeee, no nie wiem. Wstydzę się.-zachichotała.
                            -Przestań dzieciaku i tu zostań.
                            -O widzę,że Pan ,,wielce oficjalny'' odkrywa swoje prawdziwe ,,ja'' -nabijała się ze współlokatora.-No dobrze, zostanę.-uległa.-Ale poczekaj...
                           -Na co?-spytał roześmiany.
                           -Poudajemy przed tymi przystojniakami,że jesteśmy razem, okej?-zapytała.
                           -No dobrze.-zaczął poruszać zabawnie brwiami.-Ale po co ?
                           -Według badań,które przeprowadzili amerykańscy naukowcy, kobieta staje się bardziej atrakcyjna wtedy, kiedy jest zajęta.-wytłumaczyła.
                           -Boże, tych głupot to Ty się na pamięć uczysz?
                           -O widzę,że Pan ,,wielce oficjalny'' mnie ripostuje!-zaśmiała się.-Cicho bądź i graj mojego chłopka.
                           -Chyba Ty moją dziewczynę, słońce.
                           -Egoista.-prychnęła.-Okej, idź bo Cię wołają.
                           -Dobra kochanie, daj buziaka na tą rozłąkę.-powiedział teatralnie i spojrzał na Julę.
                           -No wiesz Ty co? Masz buziaka na odległość, zboczeńcu!-,,wysłała'' mu  ów buziaka i zaczęła się śmiać. Ten człowiek dziwnie na nią wpływał. Nigdy nie była taka roześmiana i pewna siebie. Dziwnie się z tym czuła, aczkolwiek było jej z tym dobrze. Może w końcu zaczęła żyć? Może ten nieznajomy pokoloruje jej życie?
                              Trening trwał jeszcze długo, a Julia prawie zasypiała na trybunach. Co chwilę zaś budziły ją okrzyki piłkarzy,którzy raz krzyczeli na kolegę z drużyny,a raz prowadzili zawziętą dyskusję ze sztabem szkoleniowym,który okazał się być równie zabawowy co piłkarze.
                             W końcu jednak nastał koniec. Marco przyszedł po Julę,która cierpliwie na niego czekała.
                             -Okej, umówiłem się z kolegami,że pójdziemy do kawiarni na kawę.
                             -O Boże, w takim razie nie będę przeszkadzała...
                             -Ej, co się stało z pewną siebie Julią, która chce wyrwać jakieś ciacho?
                             -Wydaje mi się,że taka Jula chyba nie istnieje.-westchnęła.
                             -Oj tam, wyluzuj się.
                             -Jeszcze niedawno nie umiałam. Byłam sztywną studentką.
                             -Są wakacje, kochanie!
                             -Nie mów tak do mnie.-warknęła.
                             -Ej no, przecież...
                             -Nie mów tak do mnie,kiedy nie ma Twoich znajomych.-wyszczerzyła się.
                             -Polubiłem Cię, wiesz?
                             -Oj weź.-westchnęła.-Ja też Cię lubię,ale jesteśmy jak woda i ogień.
                             -Trudno.-zaśmiał się.-Chodź do tamtych przygłupów.
Marco zaprowadził Julę na parking, na którym czekają pozostali piłkarze. Mężczyźni pozytywnie zareagowali na obecność Julki.  Na początku próbowali ją podrywać i kokietować, a później zniechęcali ją do jej domniemanego chłopaka.
W kawiarni spędzili już około półtorej godziny. Czas mijał w bardzo przyjaznej atmosferze, choć Jula czuła się nieswojo,a chłopaki na pewno to zauważyli.
                               -Przepraszam, chłopcy,ale będę już szła,bo chcę jeszcze wpaść do przyjaciółki. -powiedziała  Radwańska.
                               -Podwiozę Cię, Julcia!-odezwał się Reus.
                               -Nie trzeba, przejdę się.-uśmiechnęła się uroczo.-Dziękuje za spędzony razem czas. Do zobaczenia!  Widzimy się w domu,Marco!-położyła na stoliku pieniądze za swoje zamówienie, pożegnała się ze znajomymi i wyszła.  Zmierzała ku mieszkaniu Monici.
               W pewnym momencie w dziewczynę wpadł rozpędzony chłopak. Jula przewróciła się i upadła na kostkę brukową. Straciła przytomność.